2 lata temu przeglądając bieszczadzkie internetowe portale o tematyce regionalnej zobaczyłem zdjęcia z góry Rzepedka 708m. Narciarze z małymi skrzydłami zawieszonymi nad sobą jeździli, skakali i wykonywali krótkie przeloty. Dało mi to do myślenia… Dlaczego ktoś jeździ po mojej ulubionej górce, a ja instruktor narciarstwa tego nie potrafię. Poniższe zdjęcia wykonałem 1 grudnia 2018 roku:

Zdjęcia na przeglądany przeze mnie portal wysłała Fundacja ProWing z Leska. Napisałem @-maila przez Facebooka na ich stronę z prośbą o kontakt telefoniczny. Już następnego dnia oddzwonił do mnie Wacław Kuzło, który okazało się jest instruktorem m.in. paralotniarstwa i może mnie nauczyć dyscypliny, którą kilka lat temu wymyślił przez przypadek… Było to w 1996 roku, gdy wybrał się na loty paralotnią w zimie. W pewnym momencie silny podmuch wiatru przewrócił go razem ze skrzydłem i zaczną ciągnąć po śniegu. Wrócił do domu, odszukał stare skrzydło paralotniowe, obciął po kilka metrów z jednej i drugiej strony skrzydła zmniejszając jego powierzchnię i wrócił na górkę. Okazało się, że dzięki temu skrzydłu można nie tylko latać, ale być ciąganym przez wiatr łapany w komory skrzydła – jeździć nie tylko po równym terenie, ale przy silnym wietrze również pod górę! I tak połączył 2 pasje, czyli paralotniarstwo z jazdą na nartach. Do uprawiania SnowGlidingu wystarczy kilka centymetrów śniegu pokrywających równą powierzchnię (nie może być np. kretowisk), odpowiedni kierunek wiatru, no i oczywiście sprzęt: skrzydło między 6, a 15 metrów2, specjalna uprząż, narty (najlepiej z podniesionymi tyłami) z butami i kask dla bezpieczeństwa.

Po swoim przykładzie wiem i każdemu doradzam, że przygodę ze SnowGliding należy rozpocząć z instruktorem. Nie wystarczy umieć latać na paralotni i tak samo nie wystarczy być bardzo dobrym narciarzem zjazdowym. Piszę to jako wieloletni instruktor narciarstwa szkolący nawet takich technik jak fun i body carving. Pierwszą lekcję miałem z Wacławem Kuzło na szybowisku w Bezmiechowej. Zaczęło się od techniki opanowania 10m2 skrzydła. Na początku bez nart, a gdy w miarę zacząłem panować na różnymi i niespodziewanymi ruchami wiatru pojechaliśmy na wyciąg narciarski w Weremieniu – Lesko Ski. Tam Wacław zabrał mnie ze szczytu góry na lot tandemowy na paralotni. To było niesamowite przeżycie patrzeć przez około 10 minut z góry na piękno „krainy szybowisk” skupionej wokół Leska. Zaskoczyło mnie też lądowanie na nartach – bez żadnego uderzenia, czy wysiłku. Wtedy już byłem pewien, że niezależnie od godzin spędzonych na szkoleniu chcę się nauczyć tego sportu!

Po locie nad Weremieniem rozpoczęliśmy lekcje ze SpeedRiding, czyli połączenie jazdy na nartach ze skrzydłem w dół. Zależnie od prędkości zjazdu oraz siły wiatru można wtedy wykonywać krótsze lub dłuższe loty. Mimo uważnego słuchania wskazówek instruktora nie ominąłem różnych wypadków. Jednego razu zjeżdżając ze stromej ścianki nagle podmuch wiatru uniósł mnie wysoko w górę. I zamiast po prostu polecieć pociągnąłem za mocno sterówki i… spadłem. Całe szczęście nie na płaskie, ale jeszcze na zboczu. Ratownicy stojący na dole jak to zobaczyli mówili, że już mieli telefony w rękach przygotowane do dzwonienia po „śmigło”… 😊

Lekcje z instruktorem SnowGlidingu odbywały się głównie w 2 miejscach: na wyciągu narciarskim w Weremieniu (Lesko Ski) oraz na szybowisku w Bezmiechowej:

Moja przygoda ze snowglidingiem rozpoczęła się w lutym 2018 roku. Jednak zima się szybko się skończyła i do zajęć musieliśmy wrócić w następnym sezonie. A ten przyszedł szybko, bo już 1 grudnia sypnęło kilka centymetrów śniegu. To właśnie tę datę najbardziej zapamiętałem, bo nareszcie przejechałem mój pierwszy kilometr na nartach ze skrzydłem! Później już z każdym dniem było lepiej. Starałem się niemal każdego dnia wygospodarować czas na choćby 30 minutową jazdę. Ściągnąłem różne aplikacje na telefon i nauczyłem się patrzeć na kierunki oraz siłę wiatru. Powoli zapamiętywałem, że na wiatr południowy są odpowiednie stoki na szybowisku w Bezmiechowej, na górach Rzepedka 708m i Żurawinka 569m nad Wysoczanami oraz na rozległych łąkach w Osławicy. Na wschodni i zachodni wiatr jest idealna Biała Góra (Wierch) 597 w Kulasznem. Na północny wiatr udawałem się za tory w Osławicy oraz do Starego Łupkowa. Mając ograniczoną ilość czasu na większość gór wyjeżdżałem samochodem UAZ. Choć nie zawsze się to udawało, bo gdy pokrywa śniegu była większa niż 1 metr to trzeba było ubierać foki pod narty i dalej wędrować na pieszo. Po powrocie ze snowgliding pozostawało odkopywanie UAZ-a z głębokiego śniegu… 😊

W trakcie sezonu zimowego odkryliśmy wspaniałe przestrzenie między miejscowościami Dołżyca i Czystogarb na wiatry południowe i północne.

Nauka SnowGlidingu w moim przypadku długo trwała. Początkiem grudnia 2018 na jednym wypadzie na narty wykonywałem po zaledwie kilka kilometrów. Przełom nastąpił 26 grudnia, gdy pokonałem 10 km w 45 minut na Białym Wierchu nad Kulasznem. Wtedy nareszcie to o czym słuchałem odnośnie układu ciała do nart i skrzydła zafunkcjonowało. Do tej pory kolana i plecy po prostu bolały, a od tego dnia zaczęło się wreszcie czerpanie przyjemności ze SnowGlidingu! Codziennie sprawdzałem prognozy i szukałem odpowiednich do SnowGlidingu górek. 12 stycznia w Osławicy pokonałem 20 km w 1,23h. 13 lutego udało się przejechać 30 km w 1,21h w tym samym miejscu. 20 lutego aplikacja Endomondo pokazała na północnych stokach w Starym Łupkowie 45 km w 3:09h – wtedy po raz pierwszy szybciej wyjeżdżałem pod górę niż z niej zjeżdżałem! Suma podjazdów wyniosła 880 metrów, a maksymalna osiągnięta prędkość 71 km/h.

Końcem lutego śnieg powoli zaczął znikać na pobliskich górkach. Niemal z każdym następnym dniem trzeba było szukać bezleśnych łąk położonych dalej i wyżej od domu. Początkiem marca musiałem jeździć do Łupkowa i właśnie tam 3 marca 2019 udało mi się po raz pierwszy pokonać magiczną barierę 100 km. Przejechałem 106 km w czasie 5:54h. Ale różnica poziomów nie była duża, bo podjazdów miałem zaledwie 690 metrów. Maksymalna osiągnięta prędkość: 56 km/h.

20 marca 2019 szukałem śniegu i wiatru na górze Jasło 1158m. Niestety szczyt, który jeszcze kilka lat temu uważałem za jeden z najlepszych punktów widokowych w Bieszczadach jest w tym momencie po prostu zakrzaczony… Jeździłem dosłownie 150 metrów w jedną stronę i z powrotem. Podziwiałem kształty Połoniny Wetlińskiej, Caryńskiej i szczytów wokół Tarnicy, gdzie śniegu było jeszcze dużo. Ale są to góry w obrębie Bieszczadzkiego Parku Narodowego, a ten wprowadził do swojego regulaminu zakaz jazdy na nartach ze skrzydłem. Tej zimy było średnio po 2 metry śniegu. W tych warunkach żadnego życia na szczytach nie ma. Więc skąd takie zarządzenie? Na nartach tourowych oraz na rakietach śnieżnych można wędrować, a ze skrzydłem już nie. Jednak takie jest prawo i trzeba było się dostosować.

            Umiejętności zdobyte w polskiej części Bieszczadów oraz zamiłowania do SnowGlidingu sprawiły, że 23 marca 2019 postanowiłem wybrać się na górę Stoh 1681m – najwyższy szczyt Połoniny Borżawa na Ukrainie. To pasmo idealne na każdy kierunek wiatru, gdyż pasmo składa się z 3 głównych odgałęzień w 3 różnych kierunkach, a tylko trzeba uważnie analizować siłę wiatru. Od granicy w Krościenku do miasteczka Wołowiec jest 150 km. U podnóża już nieczynnego wyciągu narciarskiego w miejscowości Podubowiec byłem około 13-tej. Na plecy założyłem napęd używany do lotów do paralotni i dzięki jego sile wyjechałem na górę Wielki Wierch 1598m. W stronę Stoha przemieszczałem się już wyłącznie za pomocą 12 metrowego skrzydła. Tak pięknych zimowych widoków i kolorów nie miałem nawet na trekkingu wokół Annapurny w Himalajach. One sprawiały, że co chwilę się zatrzymywałem i robiłem zdjęcia próbując zachować na zawsze te cudowne chwile. Endomondo pokazało: 41 km w 6:35h i 1537m podjazdów.

  Ciąg dalszy nastąpi w najbliższych dniach…

Terminy wycieczki Wybierz dzień i zarezerwuj miejsca

Realizacja: Obsługa-Medialna.pl